wtorek, 22 listopada 2011

W suchym doku

Zimuję jak zwykle na lądzie, na bardzo suchym i stałym lądzie, w centralnej części Polski.  Czekając na kolejny sezon żeglarski staję się stałą bywalczynią szantbudów, że się tak barwnie wyrażę, choć bardziej elegancko byłoby powiedzieć Klubów Żeglarskich, tudzież Tawern. W każdym razie w klimatycznym, żeglarskim lokalu, wraz z załogą siedzimy przy szantach i piwku. I cóż, płyną wartko „morskie opowieści”, nasze przygody są może małe, ale i tak się nimi cieszymy. Naturalnie snujemy również poważne plany na rok przyszły. Mnie się marzy katamaran, chyba w końcu uda się też zorganizować wypad na morze, a jeszcze ot tak w starym składzie chciałoby się pożeglować. Nie zapominam też o rejsie urodzinowym Przechyłów, ufam, że tradycji stanie się zadość i pożeglujemy z nimi również z okazji 6 urodzin. Takie palcem na wodzie pisane, ale przyjemne myśli. Ahoj!

Zawsze coś :)

Konkursu nie wygrałam, ale czworołapny załogant widnieje na stronie Facebookowej Tawerny Korsarz. Zapisałam się zatem w historii.

piątek, 7 października 2011

Załogant na czterech łapach.

Pewnego razu, gdy cumowaliśmy w porcie Lok w Giżycku zaokrętował się na naszą łajbę załogant na czterech łapach.Co ciekawe zrobił to pod nieobecność naszej ekipy. Wyobraźcie sobie nasze zdziwienie gdy wracamy z wyprawy na ląd i zastajemy na pokładzie zwinięte w kłębek takie cudo:


Najlepsze w tym mechatym żeglarzu było to, że okazał się wielkim miłośnikiem drapania za uchem i głaskania. Nie narzucał się,  zjadł z nami obiad, odpoczął, a potem zniknął tak samo nagle jak się pojawił... Chyba mignął nam jeszcze gdzieś na kei... Taki szczęśliwy znak dla żeglarzy...

P.S. Wysłałam to zdjęcie na konkurs fotograficzny organizowany przez Tawernę Korsarz (www.tawernakorsarz.pl). Miało być zdjęcie jakkolwiek związane z wodą, a do tego mam sentyment.

poniedziałek, 3 października 2011

Załoga

Znajomy zażartował sobie kiedyś, że nie ma takiej rzeczy na jachcie, której nie da się wykonać dobrą załogą. Coś w tym jest. Dobra, zgrana ekipa to skarb. I nie chodzi mi tylko o ludzi, którzy się znają i lubią. Bo to, owszem, jest ważne, ale to nie wszytko. W załodze liczą się przede wszystkim umiejętności każdego jej członka. To jak zachowuje się na pokładzie, jak reaguje to co dzieje się na wodzie, jak szybko (i czy wogule) reaguje na komendy, ile ma własnej inicjatywy… No i czy umie się zgrać z resztą załogantów.
Lubię żeglować z osobami, które czują wiatr, którym zarówno sterowanie jachtem jak i praca na żaglach sprawia frajdę. Ja sama gdy trzymam szota to cały czas staram się utrzymywać żagiel w optymalnym ułożeniu do wiatru. Uważam, żeby nie był przebrany albo nie wisiał jak smutna szmata. Część moich załogantów, bezpatentowych, nie zwraca na to wielkiej uwagi i bez komendy ani nie popuści, ani nie wybierze foka. Szkoda. Przyjemniej się pracuje z ludźmi, którzy łapią o co chodzi i są chętni do współpracy, chcą żeglować, a nie tylko pomelanżować na Mazurach.
Doświadczyłam też na własnej skórze, że trzeba jasno trzymać się planu. Dowodzi jedna osoba, ona jest pierwsza po Bogu i choćby podjęła złą decyzję, to nie należy jej negować. Należy reagować. Dwóch kapitanów to pomylony pomysł. Jednak z drugiej strony im więcej osób obeznanych ze sterem tym lepiej. Tylko umówmy się, że ten kto stoi za sterem, ten ma władzę.
Stopy wody pod kilem!

sobota, 23 lipca 2011

A mój anioł ma żagli skrzydła dwa...

Do posłuchania o tym co mi dzisiaj w duszy gra:

piątek, 22 lipca 2011

Zasłyszana wymiana zdań podczas klaru na sąsiednim jachcie:

-Iza! Zamknij Skywalkera, bo będę myła pokład!!!

P.S. Skywalker to o oczywiście Skylight (mówiąc po lądowemu - okienko).

środa, 6 lipca 2011

Skala Beauforta

Siła wiatru
m/s
km/h
Mm/h
Nazwa
Wpływ wiatru na ląd
0
0,0-1,4
0,0-5,4
0-2
cisza
bezruch powietrza
1
1,5-3,0
5,5-11,0
3-5
powiew
dym unosi się prawie pionowo do góry
2
3,1-5,0
11,1-18,4
6-9
słaby wiatr
odczuwa się powiew, liście drżą
3
5,1-7,6
18,5-27,7
10-14
łagodny wiatr
wiatr porusza liście
4
7,7-10,7
27,8-38,8
15-20
umiarkowany wiatr
wiatr porusza gałązki, unosi kurz i suche liście
5
10,8-13,8
38,9-49,9
21-26
świeży wiatr
wiatr porusza większe gałęzie, gwiżdże w uszach, wyprostowuje duże flagi
6
13,9-13,8
50,0-61,0
27-32
silny wiatr
wiatr porusza grube gałęzie, świst na przedmiotach
7
13,9-16,9
61,1-73,9
33-39
bardzo silny wiatr
wiatr porusza cieńsze pnie, opór przy marszu pod wiatr
8
17,0-24,1
74,0-86,9
40-46
sztorm
wiatr ugina pnie, łamie gałęzie
9
24,2-28,2
87,0-101,8
47-54
silny sztorm
wiatr unosi drobne przedmioty, łamie duże gałęzie
10
28,3-32,3
101,9-116,6
55-62
bardzo silny sztorm
wiatr łamie i wyrywa drzewka
11
32,4-36,4
116,7-131,4
63-70
gwałtowny sztorm
wiatr łamie pnie drzew, spustoszenie
12
pow.36,5
pow.131,5
pow. 71
huragan
wiatr niszczy budynki, wielkie spustoszenie

I Skala Beauforta z przymrużeniem oka, dla piwoszy ;)
 
siła wiatru
nazwa
opis
0
cisza
Żagle zwisają swobodnie, ster radzi sobie sam
1
słaby powiew
Żagle zaczynają lekko ciągnąć. Jeżeli poluzujemy wszystkie szoty, ster w dalszym ciągu da sobie sam radę
2
słaby wiatr
Żagle żywo łopoczą i łódka dryfuje bokiem na zawietrzną. Szoty trzeba niestety wybrać i złapać za ster. Wypełnianie się żagli powoduje przechył łódki, tak więc skrzynkę z piwem należy schować do kokpitu
3
łagodny wiatr
Piwo nie chce już stać samodzielnie, należy je podeprzeć lub trzymać w ręku
4
umiarkowany wiatr
Puste butelki taczają się w kokpicie, należy je zablokować na jednej z burt
5
świeży wiatr
Wszystkie piwa chłodzone za burtą należy wybrać na pokład
6
silny wiatr
Nikt nie powinien być odpowiedzialny za więcej niż jedno piwo (jednocześnie)
7
bardzo silny wiatr
Skrzynka z piwem nabiera tendencji do skakania po kokpicie. Należy oddelegować osobnika do siedzenia na niej
8
gwałtowny wiatr, sztorm
W dalszym ciągu butelkę może otworzyć pojedyncza osoba. Pojawiają się trudności z trafieniem butelka do ust
9
wichura, silny sztorm
Butelkę należy trzymać obiema rękami. Tylko wyćwiczone osobniki potrafią samodzielnie zdjąć kapsel.
10
silna wichura, bardzo silny sztorm
Do odkapslowania potrzebne są dwie osoby. Ciężko trafić butelką do ust. Przypadki wybijania pojedynczych zębów
11
gwałtowna wichura, gwałtowny sztorm
Piwo ma tendencję do wypieniania się z butelki. Bardzo trudno pić ze względu na łopotanie warg i zębów
12
huragan
Wszystkie otwarte butelki wypieniają się. Picie niemożliwe. Zakaz otwierania butelek (tymczasowy)

wtorek, 5 lipca 2011

Katamaran

Naszła mnie przemożna ochota spróbowania swoich sił w żegludze katamaranem. Poczytałam  na ten temat i bardzo miło zaskoczyły mnie informacje, że jeśli ktoś dobrze czuje się za sterem klasycznych jednostek, to nie powinien mieś problemu z poprowadzeniem katamaranu. Oczywiście są pewne różnice, które należy mieć na uwadze, generalnie jednak sprawa wygląda nieźle. Ostre przechyły i jazda na jednej płozie okazały się czystą fikcją, gdyż w ten sposób szarżują jedynie skipperzy katamaranów regatowych, zaś wywrócenie tego rodzaju jachtu jest równie możliwe co w przypadku klasycznej jednostki. Nie wiem czy jestem bardziej zawiedziona, czy uspokojona… Ze względu na przechyły, a nie zwrot przez top, rzezc jasna! Będę więc grzebała dalej w temacie. Napaliłam się na taką przygodę, jak to zwykle ja, i jeśli nie w tym sezonie to z całą pewnością w następnym skuszę się na taką żeglarską przygodę. Jako, że moje uprawnienia nie pozwalają (jeszcze) na prowadzenie jachtu po wodach morskich bez nadzoru skupiłam się na poszukiwaniu czarteru na moich kochanych Mazurach. Szybko znalazłam sensownego armatora z flotą składająca się wyłącznie z jachtów tego typu. Będę się zatem dokształcać teoretycznie i w pierwszym możliwym terminie pokuszę się o spełnienie tego żeglarskiego marzenia! Trzymajcie kciuki!

poniedziałek, 4 lipca 2011

Bom ;)

Bom - poziomo przymocowana żerdź, do której przyczepiony jest żagiel. Doświadczony żeglarz potrafi za pomocą bomu opróżnić cały pokład z niewiadomo po co stojących i gapiących się głupio członków załogi.

wtorek, 28 czerwca 2011

Rejs "Radia Marysia" z Przechyłami - 4 urodziny Klubu Żeglarskiego Przechyły

Wróciłam właśnie z rejsu zorganizowanego przez  mój ukochany Klub Żeglarski Przechyły, z okazji ich 4 urodzin… Jak zawsze było genialnie, wiało mocno, więc żeglowało się świetnie. Załoga i ta stara i ta nowa zgrała się i zintegrowała idealnie, zarówno na wodzie, jak i na lądzie. O tym, że jedzenie było takie, że na samą myśl mi ślinka cieknie też muszę napomknąć. No, a dzięki sponsorom polecieliśmy praktycznie po kosztach. Pysznie było pod każdym względem. No dobra, pozwolę sobie opisać ten króciutki rejs.


Początek wyprawy miał miejsce w Przechyłach (ul. Cieszyńska 6 Warszawa), gdzie zbierała się cała ekipa, z torbami, śpiworami, gitarami, trochę tego było… Do północy bawiliśmy się na koncercie i wprawialiśmy w żeglarski nastrój przy Przechyłowym Mocnym. Gdy zegar wybił 12.00 wszystkie załogi (znaczy 6 ekip po 7 osób daje nam 42 wesołych żeglarzy) udały się do autokaru, co chwilę trwało, bo poza własnym bagażem trzeba było zapakować jeszcze garmażerkę i napoje na urodzinowe ognisko Przechyłów. Gdy już wszyscy zajęli miejsca uroczy pan kierowca zawiózł nas do Węgorzewa. Uroczy, bo robił postoje w kryzysowych chwilach ;) O świcie dotarliśmy co celu podróży. Dzięki R. u boku (a w zasadzie pod głową) muszę przyznać, że całkiem się wyspałam. W porcie czekały już na nas świetne Twistery 780, lubię ten typ jachtów, szybkie, zwrotne i wygodne. Po przyjęciu łódki, zaokrętowaniu i zapoznaniu się całej załogi (bo poza moim babskim składem dołączył mój R i dwie zupełnie nowe, acz bardzo sympatyczne osóbki) poczyniliśmy przygotowania do wypłynięcia. Nieco się co prawda zaniepokoiłam, gdy przed odejściem od kei o mało nie zgubił się nam obijacz (szczęśliwie zdryfował do lądu), no i odkryłam małą katastrofę w postaci pękniętej puszki piwa w naszym prowiantowym plecaku (sosy w proszku poszły precz, a moja książka o żeglarstwie została „ochrzczona”), zapowiadał się ciekawy rejs. Odejście od kei było barwne. Tradycji stało się zadość i silnik ze mną nie współpracował. Szczęśliwie R. i panna U. opanowali piekielną maszynę i z moją skromną osóbką za sterem wyszliśmy z portu przy 2 próbie. Potem już poszło jak po maśle, zdjęliśmy bom, położyliśmy maszt, a po wejściu na Mamry zaczęło się żeglowanie. Załogę miałam super, tylko z racji nie wyuczonej terminologii (po trosze z powodu  na poły zagranicznego ziomka na pokładzie) musiałam wydawać komendy np. na lewą żółtą linę… Powoli jednak językowe niuanse zostały opanowane.

Dzień pierwszy: przez Mamry, na Dargin, tam kąpiel w okolicy Królewskiego Rogu, a potem kurs na Sztynort. Wiało przyzwoicie i co ważne świeciło słońce. No prawie. Było jednak przyjemnie i obyło się bez sztormiaków. Na kanale sztynorckim był istny korek i miałam poważne obawy co do miejsca postojowego. Całe szczęście po przeciśnięciu się przez kanałek udało nam się znaleźć miejsce, tradycyjnie, a jakże, przy kei numer 13 :) Ja bardzo lubię trzynastkę, fartowna jest.  Już w Sztynorcie R. pomógł w rozpakowywaniu prowiantu na imprezę, a reszta załogi ogarniała łajbę i się, że się tak wyrażę.
Popołudniowe przyjęcie urodzinowe Przechyłów odbyło się na trawie przy wielkim grillu, na którym piekły się przeróżne pyszności, kiełbaski zwykłe, białe z ziołami (objadłam się nimi jak głupia tak mi smakowały), kurczaczki różnej maści, karkówka i inne smakołyki okraszone różnymi procentami oraz bezalkoholowymi popitkami. Zabawa, żeglarskie opowieści, szanty i inne znane i lubiane kawałki sączyły się do północy. Po tej godzinie zmęczeni wcześniejszą zaprawką, drogą na Mazury, no i dniem pod żaglami żeglarze powoli rozeszli się po łajbach, zahaczając czasem o hamak między drzewami, ławeczkę z widokiem na port, czy inną kameralną imprezę.

Dzień drugi: Po balu w Sztynorcie przyszedł czas na to co tygryski lubią najbardziej – żeglowanie. Celem naszej podróży były Wilkasy. Tego dnia pływaliśmy bez presji, relaksacyjnie, z racji iż pogoda zaczęła kaprysić trzeba było zachować ostrożność. Nieocenione okazały się rękawiczki żeglarskie, które dostałam na imieniny od mamci – dzięki kochana! Stworzyliśmy też Klub Sztormiaczka, jako, że troje z nas miało sztormiaki tej samej firmy, z czego ja i panna M. zaopatrzyłyśmy się w nie tu ż przed wypłynięciem. Co prawda miałam swoją nieśmiertelną żółtą „Kaczuchę”, ale spodnie od tegoż kompletu totalnie podarłam na ostatnim rejsie, więc zmieniłam barwy na gustowny granat. Nowe ubranko sprawdziło się nie raz w trakcie tego rejsu. Wystrojeni w nowe sztormiaki stawiliśmy czoła pogodzie i zgrabnie przehalsowaliśmy przez Dargin i Kisajno. W ramach urozmaicenia wycieczki zaproponowałam załodze żebyśmy odpuścili przeprawę przez kanał Łuczyński w Giżycku, gdyż nie znaliśmy dokładnych godzin otwarcia mostu dla ruchu żaglowego. Zamiast tego zaproponowałam przejście bardzo malowniczym i urokliwym Kanałem Niegocińskim. To wspaniała alternatywa dla hałaśliwego kanału Łuczyńskiego, choć jest wąski i ma nieregulowany brzeg, to zaraz po jego zachodniej stronie znajdują się Wilkasy – cel naszej podróży. Wielkim plusem tego kanałku jest też to, że nie pływają tamtędy duże jednostki pasażerskie Żeglugi Mazurskiej. Po wypłynięciu na Niegocin skierowaliśmy się prosto na Wilkasy, gdyż w brzuszkach nam już burczało, a perspektywa schrupania smażonej rybki była bardzo kusząca. Wieki nie byłam w Wilkasach i jakież było moje zaskoczenie gdy za cypelkiem wyłonił się imponujący nowy port. Cumowanie w Wilkasach było czystą przyjemnością, świetnie przygotowane stanowiska dla jachtów, podprowadzone ujęcia wody pitnej, prądu, bliziutko sanitariaty, umywalnie, prysznice. Na lądzie wyrosła okazała elegancka tawerna (jak się okazało ciut droga, ale rekompensował to koncert i tańce do rana), przygotowano punkty odbioru nieczystości i segregacji odpadów, prawdziwy ekologiczny port. Co prawda w danej chwili prąd do jachtów podciągano przedłużaczami, a pod prysznicami zbrakło ciepłej wody, ale w końcu budowa nowej przystani nie jest jeszcze zakończona, więc można to wybaczyć. A ciepłą kąpiel wzięliśmy i tak kilkaset metrów dalej, na kempingu. Rybka!!! Pyszna rybka prosto ze smażalni skusiła nas od razu. Jakoś tak się złożyło, że cała załoga zgodnie zamówiła okonia :) Palce lizać, to zdecydowanie moja ulubiona rybka. Tak posileni mieliśmy siły sprostać kolejnej imprezie integracyjnej, gdyż pozostałe załogi również kręciły się już w okolicy. Zanim to jednak nastąpiło doznaliśmy olśnienia! Nasza wyczarterowana łódeczka nosiła grzeczne imię Marysia. Sącząc dopiero co wymyślonego przez załogę drineczeczka zgodnie przystaliśmy, że skoro Marysia… a my tu się co chwila z żeglarską listą  przebojów prezentujemy, to od tej chwili będzie „Radio Marysia”!!! W ruch poszła taśma izolacyjna i już przechrzczony jacht został sowicie opity, obśpiewany i uwieczniony przez organizatora. Nawet przymusowe przecumowanie w głąb portu, o co grzecznie poprosił miły pan bosman, nie popsuło zabawy. Tym bardziej, że cumowanie rufą mam już opanowane do perfekcji, a tym razem dla fantazji zacumowaliśmy bokiem, dziób w dziób i rufa w rufę  z zaprzyjaźnionymi załogami. Wyciągnęliśmy się na szpringach i mogliśmy kontynuować integrację. Zabawa jak zwykle trwała do późna… czy też do wczesnego ranka – jak kto dał radę.

Dzień Trzeci: Komandor rejsu rzucił wyczekiwane hasło – dziś będą regaty! Umówiliśmy się przed wejściem do kanału Giżyckiego tuż przed jego otwarciem, potem mieliśmy wspólnie przeprawić się na Kisajno i ścigać aż do mostu Sztynorckiego. Po śniadanku za którym musieliśmy się nachodzić, bo co ja poradzę, że mi się omlet zamarzył, a reszcie jajecznica i smażone rybki… więc po obfitym śniadanku zgrabnie wyszliśmy „Radiem Marysia” z Wilkas i obraliśmy kurs na Giżycko. Po drugiej stronie Niegocina akurat miało miejsce otarcie nowej Eko-Mariny, na terenie dawnego portu „Yellow”. Tak się złożyło, że tej uroczystości również towarzyszyły regaty. Nieco musieliśmy zmienić kurs, gdyż planowaliśmy pokręcić się po jeziorze zanim udamy się na spotkanie z pozostałymi załogami przed wejściem do kanału, a tu nam się skurczyły możliwości. Czekając na otwarcie kanału ćwiczyliśmy pływanie synchroniczne na silniku z załogą Anulki. Kręciliśmy piękne ósemki i kółeczka. Gdy w końcu ruszyliśmy w głąb kanału… okazało się, że musimy absolutnie zrobić przerwę na tzw. „2”. Cóż, nie  można walczyć z biologią, bo to się może źle skończyć, zatem zacumowaliśmy na chwilę by dać wytchnąć kilku osóbkom. Po dotarciu na Kisajno mieliśmy wrażenie, że pozostaliśmy daleko w tyle za pozostałymi jachtami z naszego rejsu i z udziału w regatach nici. Cóż, przynajmniej załoga jachtu „Niezłe Ziółka” wypłynęła nieopodal. Już mieliśmy stawiać maszt, gdy z czarnych chmur runęła na nas ulewa. Niebo nad jeziorem było białe, widoczność żadna, a wiatr przybierał na sile. Całe szczęście zdążyłam założyć sztormiak (a w zasadzie zostać w niego ubrana przez życzliwą załogę). Panna I. nie miała tym szczęści i przemokła nam do nitki… Pompa nieco zelżała, ale chmurzyska nie chciały się rozejść i po chwili wahania, czy schować się co portu Centralnego Ośrodku Sportu, czy płynąć zdecydowaliśmy się na to drugie. W ulewie gdzieś zgubiliśmy „Niezłe Ziółka”, byliśmy przekonani, że co do regat, to już po Ptokach, więc przyznam, powieźliśmy się ciut na silniku, ale gdy tylko wyszliśmy na szerszą przestrzeń rozwinęliśmy żagle. Wiało mocno, tyle, że prosto w dziób. Dzielnie manewrowaliśmy przez cały Dargin, aż do mostu, który miał być metą. Jako, że nie wypatrzyliśmy nikogo z naszych, a natura znów dała o sobie znać, przeszliśmy pod mostem i zacumowaliśmy przy dzikiej kejce z lewej. Po tej przerwie zobaczyliśmy załogę „Niezłych Ziółek” i „Anuli” przepływające obok. To jednak cholera mogliśmy się z nimi ścigać, no ale uczciwie rzecz biorąc nasz falstart na katarynie dyskwalifikował „Radio Marysia”. Szczerze, to miałam świadomość, że część mojej załogi nie zniesie ostrych przechyłów podczas regacenia, a i ja w stylu regatowym nie mam doświadczenia. Obiecaliśmy sobie solennie, że poćwiczymy przed kolejnym wyjazdem z Przechyłami i pokażemy się z lepszej strony.  Tymczasem czas był najwyższy skierować się w stronę Kietlic. Okazało się jednak, że to nie koniec przygód na dziś. Przepływając przez Kirsajty (na katarynie) przepuściliśmy na przesmyku jacht idący zgrabnie na żaglach. Skoro mają taką ułańską fantazję i, co było widać, umiejętności, to niech sobie bracia żeglarze płyną. Zwolniliśmy gdy robili zwrot w lewo, odbijając od szuwarów, żeby przejść im bezpiecznie za rufą. Niestety totalną nieznajomością przepisów i kultury wykazała się łajba o nazwie „Gabriela”, której sternik po chamsku wpierdzielił się między nas a manewrujący jacht. Jechali ostro i dosłownie rozepchnęli nas i żeglujących na boki. Popisałam się soczystą polszczyzną, bo dawno czegoś takiego nie widziałam. Koledzy żeglarze wylądowali w trzcinach, a my tylko dzięki refleksowi i zaangażowaniu panny M. uniknęliśmy porządnego zderzenia z „Gabrielą”. Złośliwie pozwolę sobie zauważyć, że takich szpetnych kaszalotów jak siedziały na tej łajbie to dawno nie widziałam. Dobrze, że chociaż rzeczone „rubensy” siedziały po przeciwnych burtach, inaczej by mieli zwrot przez top. Koledzy żeglarze nie potrzebowali naszej pomocy, elegancko, na żaglach wyszli z trzcin, szczęśliwie mieli dobry wiatr. Po tej dawce adrenaliny czym prędzej udaliśmy się na Mamry i obraliśmy kurs na Kietlice. Ten mały porcik, zwany też Keją Sawickich (niestety, nie jesteśmy spokrewnieni) ma swój urok. Zaraz przy pomostach czekają na żeglarzy miejsca na ogniska, a kawałek dalej w budynkach po starych stodołach urządzono pełny węzeł sanitarny oraz tawernę, w której serwują dobre jedzenie i pysznego grzańca z miodem. Lubię to miejsce. Zacumowaliśmy na samiutkim brzeżku pomostu, gdyż ciasno było, miejsca mało, przy brzegu zaś płytko i kamieniście, a bojek brakło. Poszła w ruch kotwica, całe szczęście złapała za pierwszym razem i trzymała do rana – dziękuję zdolnemu załogantowi K. Kietlice jak zawsze przyjęły nas ciepłem ogniska i pieśniami pełnymi nie tylko żeglarskich opowieści. Zapobiegawczo w Wilkasach kupiliśmy kiełbaskę, która smakowała lepiej niż zazwyczaj, może dzięki mazurskiemu klimatowi, a może dzięki towarzystwu. Cały wieczór spędziliśmy przy ognisku, ze znajomymi i nieznajomymi, z niesamowitym starszym panem, który mimo siwizny na głowie zachował chart tak ducha jak i ciała i grał pięknie do rana. Czy może być coś lepszego? Dzień pod żaglami, wieczór przy mazurskim ogniu, pieczone kiełbaski, chmielowy napój, krąg przyjaciół i ukochany u boku. Raj na ziemi. Mój raj to zdecydowanie Mazury. W tak błogim nastroju minęła mi ostatnia noc tego rejsu.
Dzień czwarty i ostatni: Poranek w Kietlicach był lekko senny. Rozbudziły nas dopiero naleśniki ze szpinakiem i pyszna kawa. Nie chcąc tracić czasu na siedzenie na lądzie w ostatni dzień  naszego rejsu, postaraliśmy jak najszybciej wypłynąć. O 14.00 mieliśmy zdać jacht w Węgorzewie, więc postanowiliśmy maksymalnie wykorzystać silny wiatr. Sztormiaki nikomu nie przeszkadzały, a uśmiech nie schodził nam z pyszczków nawet w dużych przechyłach. Tego dnia wszystko szło idealnie, każdy manewr. Zmieniłam się za sterem z panną U. i kolegą K., bo każdy chciał jeszcze posmakować wiatru. Pięknie nam się pływało i naprawdę poczuliśmy się zgraną ekipą. W te trzy dni dotarliśmy się i stworzyliśmy prawdziwą żeglarską załogę. Ja miałam w końcu dobrą zmienniczkę za sterem w postaci panny U., zatem została pierwszym oficerem, pozostała załoga świetnie ogarniały szoty, cumy i reagowała na komendy. Silnik nam już nie szalał, bo R. opanował go perfekcyjnie, składanie i stawianie masztu szło jak w zegarku, każdy już wiedział co ma robić, za którą linę ciągnąć, co kiedy odczepić, czy zamontować. Lekki smuteczek przyplątał mi się gdy poprosiłam pannę M. o zdjęcie naszej Przechyłowej bandery. Naprawdę mam wielką nadzieję, że spotkamy się jeszcze w tym składzie podczas kolejnych rejsów. Jakoś tak zdecydowanie za szybko przyszła godzina 14.00, sklarowany jacht czekał na odbiór. Byłam zadowolona z tego jak szybko nam poszło pakowanie i szykowanie jachtu do zdania. Bosman przyjął „Marysię” (z żalem odkleiliśmy „Radio”) bez zastrzeżeń. Na zakończenie udanego rejsu udaliśmy się, podobnie jak kilka innych przechyłowych ekip do Tawerny Keja, która karmi chyba najlepiej na Mazurach. Po napełnieniu brzuszków zrobiliśmy sobie jeszcze pamiątkowe zdjęcie całą załogą, z naszym komandorem rejsu i głównym organizatorem, Jackiem. Udało mi się jeszcze zaskoczyć moją załogę drobnym upominkiem na pamiątkę. Każdy dostał ode mnie małą szeklę. Mam nadzieję, że będzie to dla nich taka „niezapominajka”. Po czułych, acz dość pośpiesznych pożegnaniach (bo cześć z nas wracała autokarem z resztą rejsu, a część samochodem), wyruszyliśmy  drogę powrotną do domu… Minęła błyskawicznie…
Cieszę się, że prawie cała moja załoga jest z jednego miasta, nareszcie mamy szansę stworzyć pełny skład. Jeszcze większym szczęściem jest dla mnie to, że w sprawdzonej ekipie odbyłam kolejny udany rejs. No i w końcu mam u boku mężczyznę, który dzieli moją pasję. Jestem szczęściarą.
Dziękuję Wam Kochani za wspaniały rejs!!!



Jak mi się teraz z powrotem na Mazury chce!!! Cierpię za biurkiem katusze nieziemskie. Tylko myśl o tym, że za niecałe 2 tygodnie znów poczuję wibracje pokładu, zapach wiatru i wody trzyma mnie przy życiu.


Pozdrawiam, Miss Admiral.

Apteczka na rejs

Apteczka, rzecz na żaglach niezbędna. Żeglarz bez siniaka to nie żeglarz, zatem stłuczenia i otarcia to rzecz normalna. Dzikie ogniska i portowe grille kuszą aromatem ale mięsko bywa niewiadomego pochodzenia, a brzuszki miewamy delikatne. Komary w d… tną, słońce praży – to chyba dość argumentów żeby się zabezpieczyć. Dodam, że zazwyczaj gdy targam ze sobą apteczkę to nic nikomu nie jest, ale jak raz zapomniałam, to sama się rozchorowałam (potężne przeziębienie) i złamanej aspiryny nikt na całym rejsie nie miał... Teraz co prawda mam w załodze dwie wspaniałe pielęgniarki, a i stomatolog się ostatnio trafił, ale  strzeżonego...
Co by było dobrze mieć w apteczce?
Wypiszę wszystko co mi przyszło go głowy (od razu się przyznam, że aż tak wypasionej apteczki nie posiadam, ale jak ktoś ma zadatki na hipochondryka, to niech sobie weźmie ;)):

Proszki przeciwbólowe(np. Paracetamol, Apap, Eferalgan, Codipar, Ibuprofen, Nurofen; przed użyciem sprawdź ulotkę),
Aspirynę, czy inny środek przeciwgorączkowy,
Witaminę C, Rutinoscorbin, Scorbolamid,
Coś na gardło (Strepisls, Tantum Verde)
Coś na biegunkę (np. Stoperan),
Węgiel, krople żołądkowe,
Plastry z opatrunkiem,
Bandaż elastyczny i zwykły,
Opaskę elastyczną (na skręcenia, do umocowania usztywnienia w przypadku złamania),
Wodę utlenioną (lepsza jest w żelu, ma dłuższą ważność i jest poręczniejsza, bo w tubce),
Gaziki jałowe,
Folię termoizolacyjną (gdyby trzeba było dłużej czekać na pomoc, przydatna też w razie wypadku do ochrony poszkodowanego będącego w szoku),
Maść na siniaki/bolące mięśnie (np. Voltaren Gel, Ben-Gay na rozgrzanie, Altacet na stułczenia),
Coś na ukąszenia owadów (np. Fenistil) oraz ich odstraszanie
Wapno (przydaje się po ukąszeniach np. pszczoły, czy osy),
Filtry do opalania, wyższe, bo nawet w pochmurny dzień promieniowanie UV przebija przez chmury, dodatkowo jest odbijane od powierzchni wody, no i wiatr smaga twarz.

Jak ktoś ma jeszcze jakieś pomysły – proszę komentować.

UWAGA, NAJWAŻNIEJSZE: Jeśli przyjmujesz regularnie jakieś leki, na alergię, astmę, serce, ciśnienie, czy co tam innego – NIE ZAPOMNIJ ZABRAĆ ICH ZE SOBĄ!!!

Telefony


Zebrane z różnych postów ważniejsze numery telefonów dla tych, którzy żeglują po Krainie Wielkich Jezior Mazurskich:

WOPR tel. kom: +48 601 100 100

no i oczywiscie 112  lub  997

Awaryjne  na Wielkich Jezior Mazurskich

Baza WOPR Gizycko + 48 87 428 51 59
Zbyszek Kurowicki (prezes Maz.WOPR - Gizycko) + 48 601 760 375
Roman Biszko (Vice) +48 601 760 477

WOPR

Centrum Koordynacji +48 87 428 51 59
Kal (Święcajty)  kom: +48 601 760 477
Sztynort (Mamry) +48 87 427 51 87
Harsz (Mamry)  kom: +48 502 523 583
Giżycko (Niegocin) +48 87 428 51 59
Ryn (Ryńskie)  kom: +48 601 968 291
Mikołajki (Mikołajskie) kom: +48 604 634 802
Okartowo (Śniardwy) +48 87 423 77 99
Pisz (Roś)  kom: +48 502 535 950
 
Policja Wodna

KPP w Węgorzewie 87 427 29 97
KPP w Giżycku  87 428 42 20
KPP w Mikołajkach 87 421 63 07
KPP w Orzyszu   87 423 70 07
KPP w Rucianym  87 423 19 97

Inne

Most Obrotowy w Giżycku tel. kom:  +48 606 951 722, tel:+48 87 428 12 56,

Telefon do Śluzy Guzianka: +48 87 423 10 03


 Pełny serwis żaglomistrzowski na terenie Mazur:  +48 502 677 180; +48 504 230 188

Serwis i naprawa silników zaburtowych w Węgorzewie: +48 519 799 227


Serwis i naprawa silników zaburtowych w Giżycku: +48 87 428 33 99


Taxi Giżycko: +48 87 428 96 26


Taxi Węgorzewo: + 48 87 427 44 55

Guzianka

Guzianka, pod tą wdzięczną nazwą znana jest największa na Mazurach śluza, która znajduje pomiędzy jez. Bełdany i jez. Guzianka Mała. Stanowi ona wodne połączenie miasta Ruciane-Nida oraz jeziora Nidzkiego z pozostałą częścią szlaku żeglownego. Śluza została oddana do użytku w 1900 roku czyli ponad sto lat temu i działa po dzień dzisiejszy. Długość komory wynosi 44m, szerokość wrót 7,5m, różnica poziomu wody około 2m. Wrota śluzy otwierane są napędem elektrycznym.
Guzianka stanowi nie lada atrakcję nie tylko dla żeglarzy, ale i dla „szczurów lądowych”, którzy chętnie uwieczniają zmagania tych pierwszych podczas zamieszania jakie towarzyszy śluzowaniu. Piszę – zamieszania – bo każdy kto choć raz przeprawiał się Guzianką wie ile cierpliwości trzeba wykazać podczas tego manewru. Dla niewtajemniczonych zdradzę, że śluzowanie trwa nawet kilkadziesiąt minut., więc łatwo o nerwowe sytuacje. Cała przeprawa wygląda mniej więcej tak. Przed wejściem do śluzy znajdują się stanowiska dla oczekujących (cumujemy na palach, a jak zbraknie miejsca, to gdzie się da, bywa, że i burta do burty). Łódki czekają tam na otwarcie wrót, wpierw muszą przepuścić wypływające jednostki i Białą Flotę, a bywa i tak, że jedna duża „krowa” zajmie całą śluzę. Możecie sobie wyobrazić jak się wtedy żeglarze cieszą. Gdy już wrota górne zostają dla nas otwarte i jachty wpływają do komory śluzy zaczyna się bal. Trzeba złapać się lin zwisających po bokach śluzy by w trakcie zmiany poziomu wody zachować równowagę. Bardzo przydają się tu bosaki, ale w ramach asekuracji często w ruch idą pagaje i obijacze. Po zamknięciu wrót górnych zostaje wyrównany poziom wody w komorze z poziomem jeziora znajdującego się niżej. Trzeba koniecznie wziąć poprawkę na to, że gdy poziom wody w śluzie opada to automatycznie robi się ścisk i jachty jak sardynki w puszce ciasno zapełniają powierzchnię śluzy. Jednorazowo w komorze znajduje się ok. 20 jednostek, więc całkiem sporo. Gdy poziom wody zostaje wyrównany zostają otwarte wrota dolne i należy ostrożnie opuścić śluzę, co w tłoku bywa trudne. Gdy wszystkie jachty wypłyną z komory - proces powtarza się w drugą stronę.
Ach, no i jeszcze pobieranie opłat za przepłynięcie śluzą. To dodatkowa atrakcja dla braci żeglarzy. Pan śluzowy pobiera kasę gdy już jesteśmy w komorze, zatem robi to za pomocą „podbieraka”, na długim drągu ma koszyczek, w który wkłada się pieniądze – prawda, że urokliwie?
Ciekawa jestem, czy macie jakieś swoje Guziankowe przygody?
.
Telefon do śluzy: +48 87 423-10-03

Opłata za przepłynięcie w sezonie  2011 wynosi 6zł i 46 gr.

(niech ich Pan Bóg w niebo wsadzi za te grosze, wyobrażacie to sobie, w tym koszyczku Pana śluzowego:P)

Godziny Otwarcia Mostu w Giżycku na kanale Łuczańskim

Most Obrotowy w Giżycku na kanale Łuczańskim

·         Od 1 kwietnia do 31 maja oraz od 16 września do 31 października most jest otwierany dla ruchu wodnego, po wcześniejszym uzgodnieniu telefonicznym z obsługą mostu:
nr telefonu +48 87 428 12 56, +48 606 951 722
·         Od 1 czerwca do 15 września most otwierany jest dla ruchu wodnego w niżej wymienionych godzinach.
·         W długie weekendy ('majówka' i Boże Ciało) godziny otwarcia mostu jak w sezonie letnim.

MOST OTWARTY JEST DLA ŻEGLUGI W GODZINACH:

8:10 - 8:30
10:35 - 11:00
12:30 - 13:00
13:45 - 14:45
15:50 - 17:20
18:30 - 19:00
Od 1 listopada 2008 r. do 31 marca most jest zamknięty dla ruchu wodnego.

WOPR

WODNE OCHOTNICZE POGOTOWIE RATUNKOWE
TEL: +48 601 100 100

UWAGA: jest to numer ogólnopolski więc należy dokładnie sprecyzować miejsce do którego wzywamy ratowników.

Wypadki niestety się zdarzają, warto się przygotować na każdą ewentualność i poza apteczką mieć zapisane numery ratunkowe. Dbajmy nie tylko o siebie, ale i o inne osoby znajdujące się na wodzie. Gdy sytuacja w jakiej znalazła się żaglówka, motorówka, kajak, czy inna jednostka pływająca wydaje się nam dziwna, zainteresujmy się tematem. Warto podpłynąć zapytać, czy jest potrzebna pomoc i w razie czego działać!!! Czasami wystarczy podać hol, czasami nic się nie dzieje, ale bywa i tak, że trzeba wezwać ratowników:

 tel. kom. +48 601 100 100.

Pamiętaj, nigdy nie wiadomo, kiedy Ty będziesz w potrzebie, a życzliwość zawsze popłaca!

Więcej informacji o działalności WOPR znajdziecie na oficjalnej stronie internetowej:

Warto też zajrzeć na stronę Warmińsko-Mazurskiego WOPR:


WODNE OCHOTNICZE POGOTOWIE RATUNKOWE
Województwa Warmińsko-Mazurskiego
w Olsztynie


Adres:
10-058 Olsztyn
ul. Polna 16
tel. 89 527-48-14
fax. 89 722-80-71
warminsko-mazurskie@wopr.pl
Godziny pracy biura:
poniedziałek - piątek
9.00 - 13.00

Kosztorys rejsu i inne przydatne informacje

Kosztorys rejsu


Kosztorys ogólny rejsu żeglarskiego powinien obejmować kompleksowo wszystkie opłaty z nim związane. Ja żegluję śródlądowo, więc o takim rejsie jest niniejszy artykuł.

Czarter jachtu
Główny koszt rejsu żeglarskiego. W zależności od typu jachtu, roku produkcji, jego wyposażenia, czasu trwania czarteru i pory roku, cena tej samej jednostki może być bardzo zróżnicowana.

Ubezpieczenie
Często jest ujęte już w kosztach czarteru jachtu.

Kaucja
Opłata zwrotna, zabezpieczenie na rzecz ewentualnych szkód wywołanych użytkowaniem jednostki. Poza uszkodzeniami kadłuba, olinowania i ożaglowanie dotyczy też wyposażenia łódki. Jeśli zdarzy się nam utopić kubek, pagaja, czy kotwicę możemy go odkupić w sklepie żeglarskim w porcie, wówczas kaucja zazwyczaj nie jest potrącana. Wszelkie sprawy związane z drobnymi uszkodzeniami warto załatwiać pokojowo. Przy rozsądnym użytkowaniu łatwo uniknąć podobnych strat i po zdaniu łódki odzyskać całość kaucji.

Dojazd
Koszt dotarcia do portu macierzystego zależny oczywiście od tego skąd i jakim środkiem transportu planujemy dotrzeć na Mazury. Należy pomyśleć, czy wybierzemy się własnym samochodem pks`em, pociągiem, w ile osób i w zależności od tego oszacować koszta.

Parking
Warto pomyśleć gdzie zostawimy nasz samochód na czas rejsu, często mamy bezpłatny parking u właściciela czarteru, bądź też możemy zostawić pojazd za niewielką opłatą, warto w tej kwestii negocjować.

Opłaty portowe
W zależności jak długi rejs planujemy, warto pomyśleć jak często chcielibyśmy cumować w portach, czy przystaniach i uwzględnić opłaty za postój. Większość kei ma swoje strony internetowe, na których można sprawdzić aktualne cenniki.

Paliwo
Zazwyczaj właściciele wyposażają nas w kanister paliwa, które możemy uzupełnić na stacjach paliw w portach. Warto zapytać, lub zajrzeć do umowy jaki mamy rodzaj silnika by w razie czego kupić odpowiednie paliwo (zwykłe albo mieszkankę). Jego zużycie zależy od trasy rejsu, warunków pogodowych, stylu pływania i umiejętności załogi.

Prąd
Współczesne jednostki są wyposażone w akumulatory, które zapewniają oświetlenie jachtu i zasilenie sprzętu elektrycznego. Spora część jachtów posiada samochodowe wyjście od gniazda zapalniczki. Nowsze jachty posiadają gniazdka elektryczne, warto zaopatrzyć się w przedłużacz/rozgałęziacz. Przypominam, że energia zużywa się w trakcie korzystania z niej, warto robić to z umiarem. Podczas cumowania w portach i przystaniach można podłączyć się do zewnętrznego zasilania, czasami wiąże się to jednak z dodatkową opłatą. W większości portów i przystani przy punktach sanitarnych i w tawernach istnieje usługa ładowania telefonów, za przysłowiowa złotówkę

Internet
Istnieją porty posiadające otwarty dostęp do internetu radiowego, warto jednak pamiętać o dobrym zabezpieczeniu sprzętu przed wilgocią i upadkami podczas żeglarskiej przygody.


Sanitariaty
Standardowo jachty są wyposażane w wc chemiczne, które można za opłatą opróżnić w portach i przystaniach, w punktach przy toaletach płatnych(absolutnie nie wolno wylewać nieczystości gdzie popadnie!!!). Jeśli nie chcemy korzystać z tego rozwiązania należy uwzględnić w budżecie opłaty za wc - symboliczna złotówka, która przy parokrotnych wizytach przeistacza się w konkretną kwotę. Podobnie z korzystaniem z umywalki, zlewozmywaka, czy pryszniców, ich ceny są zróżnicowane.

Woda pitna
W każdym porcie jest ujście wody pitnej, z którego można bezpłatnie korzystać, napełnić baniaki lub butelki. Wody zaburtowej, nawet przegotowanej lepiej nie pić.

Wyżywienie
Zazwyczaj organizatorzy zapewniają wyżywienie podczas rejsów. Jeśli sami wynajmujemy łódkę wyżywienie mamy własne, znaczy co kto lubi w wersji turystycznej (puszki, weki, ryż, makaron, warzywa, kawa, herbata, przyprawy, mleko, woda pitna) . Świeże pieczywo i szybko psujące się produkty można dokupywać z załogowej składki w portach i w sklepikach na prywatnych kejach. Znów warto pomyśleć ile dni trwa nasz rejs, ile razy cumujemy w cywilizowanym miejscu i na przykład idziemy na mazurski obiad, a ile nocy spędzamy na dziko gotując samodzielnie. Wyliczając prowiant pamiętajmy o ilości osób i ich wymogach kulinarnych, alergiach pokarmowych, czy wegetarianizmie.

Apteczka
Zazwyczaj każdy coś tam ma, ale warto skompletować zestaw pierwszej pomocy lub zabrać ze sobą apteczkę samochodową.
Co by było dobrze mieć w apteczce? Proszki przeciwbólowe(np. Paracetamol, Apap, Eferalgan, Codipar, Ibuprofen, Nurofen; przed użyciem sprawdź ulotkę), aspirynę, czy inny środek przeciwgorączkowy, witaminę C, Rutinoscorbin, Scorbolamid, coś na gardło, coś na biegunkę (np. Stoperan), węgiel, krople żołądkowe, plastry z opatrunkiem, bandaż elastyczny i zwykły, wodę utlenioną (lepsza jest w żelu, ma dłuższą ważność i jest poręczniejsza, bo w tubce), gaziki jałowe, maść na siniaki/bolące mięśnie (np. Voltaren Gel, Ben-Gay na rozgrzanie, Altacet na stułczenia), coś na ukąszenia owadów (np. Fenistil) oraz ich odstraszanie i wapno (przydaje się po ukąszeniach np. osy), filtry do opalania, wyższe, bo nawet w pochmurny dzień promieniowanie UV przebija przez chmury, dodatkowo jest odbijane od powierzchni wody, no i wiatr smaga twarz. Jak ktoś ma jeszcze jakieś pomysły – proszę komentować.

Skrzynka Bosmańska
Czyli narzędzia. Czasami łódka jest wyposażona w podstawowe narzędzia, ale nie zaszkodzi zapakować kilka zapasowych szekli, zawleczek, przetyków, pełzaczy, jakieś kombinerki i śrubokręt, warto też mieć ze sobą ostry nóż, otwieracz do konserw, korkociąg i małą siekierę, jeśli planujemy urządzić ognisko. Mnie osobiście przydały się również paski samozaciskowe, własne krawaty i kilkumetrowa lina (cuma). Wszystko to jest do kupienia w sklepach żeglarskich i narzędziowych.

Składki
Część opłat ponoszonych przez uczestników rejsu najwygodniej jest ponosić ze wspólnych składek. Jest to optymalne rozwiązanie, które pomaga uniknąć konfliktów w załodze. Kasę załogową trzyma sternik, albo osoba przez niego wyznaczona, rozlicza się z opłat portowych, paliwowych, śluzowych, czy drobnych zakupów (np. chleb na śniadanie, świeże warzywa itp.). To co zostanie na koniec można podzielić na załogę, choć przyjemniej jest tą resztkę wydać na jakąś wspólną przyjemność, zimne piwko pożegnalne, czy soczek ;)

Klar - przy okazji gotowania, w portach są umywalnie przeznaczone do zmywania garów ;)


Inne przydatne informacje:


WOPR
Podstawą Zintegrowanego Systemu Ratownictwa WOPR jest ogólnodostępny dla wszystkich numer ratunkowy nad wodą +48 601 100 100 - czynny cały rok, całą dobę. UWAGA: jest to numer ogólnopolski więc należy dokłądnie sprecyzować miejsce do którego wzywamy ratowników.

Meteo
Informacje pogodowe są często podawane w portach, przy bosmanacie, w tawernach, można również samodzielnie śledzić prognozy pogody np. przez radio, internet, zamówić usługę sms meteo na telefon komórkowy albo po prostu uważnie obserwować sytuację na niebie i wodzie.

Śluza
Śluza Guzianka znajduje pomiędzy jez. Bełdany i jez. Guzianka Mała. Stanowi wodne połączenie miasta Ruciane-Nida oraz jeziora Nidzkiego z pozostałą częścią szlaku żeglownego. Proces śluzowania trwa kilkadziesiąt minut., więc należy uzbroić się w cierpliwość. Przed wejściem do śluzy znajdują się stanowiska dla oczekujących (cumujemy na palach). Biała flota ma pierwszeństwo. Gdy wrota górne zostają otwarte jachty wpływają do komory śluzy. Jednorazowo w komorze znajduje się ok. 20 jachtów. Po zamknięciu wrót górnych zostaje wyrównany poziom wody w komorze z poziomem jeziora znajdującego się niżej. Wówczas zostają otwarte wrota dolne. Gdy wszystkie jachty wypłyną z komory - proces powtarza się w drugą stronę.
Telefon do śluzy: (87) 423-10-03, opłata za przepłynięcie (sezon 2011) 6zł i 46 gr.

Mosty
Przemieszczając się szlakiem Wielkich Jezior Mazurskich trafimy na wiele przeszkód tego typu. Przed każdym mostem znajduje się informacja o świetle przepływu (odległości od linii wody do mostu) dlatego wcześniej należy położyć maszt , bądź opuścić go do bezpiecznej wysokości. Wyjątkową przeszkodę stanowi Most Obrotowy w Giżycku na kanale Łuczańskim
·         Od 1 kwietnia do 31 maja oraz od 16 września do 31 października most jest otwierany dla ruchu wodnego, po wcześniejszym uzgodnieniu telefonicznym z obsługą mostu:
nr telefonu +48 87 428 12 56, +48 606 951 722
·         Od 1 czerwca do 15 września most otwierany jest dla ruchu wodnego w niżej wymienionych godzinach.
·         W długie weekendy ('majówka' i Boże Ciało) godziny otwarcia mostu jak w sezonie letnim.

MOST OTWARTY JEST DLA ŻEGLUGI W GODZINACH:

8:10 - 8:30
10:35 - 11:00
12:30 - 13:00
13:45 - 14:45
15:50 - 17:20
18:30 - 19:00
Od 1 listopada 2008 r. do 31 marca most jest zamknięty dla ruchu wodnego.

Jeśli macie jakieś uwagi, inne "przydasie", piszcie śmiało!

"Powroty"


Do góry, w dół i maszyn szum,
Dni jednakowych wolny strumień...
I pragnień niecierpliwość
I zagłuszyć wspomnień już nie umiem...

I płynie łódka moich snów
Na czarne morza twoich włosów,
Cumuje tuż przy tobie, by
Twój zapach, twoje ciało poczuć.

Dzień jeszcze, tydzień, jeszcze dwa,
Czternaście długich dni i nocy...
I ile jeszcze zwątpień, by
Uwierzyć znowu w twoje oczy...

I usta nasze łączy strach:
Bo jeśli dało się zapomnieć...
Dotyków szukać, marzeń, snów,
Już dłonie biegną niespokojne.

Ty dobrze wiesz, jak długa noc,
Noc w niepewności i zwątpieniach.
I mówisz: Musisz odejść- idź,
Ten dom ci nie da zapomnienia.

Przy tobie blisko będę i
Do ciebie zawsze znajdę drogę.
I będę wracał dobrze wiesz -
Na stałe zostać tu nie mogę...

Autor: Krzysztof Jurkiewicz
Tytuł: Powroty