piątek, 7 października 2011

Załogant na czterech łapach.

Pewnego razu, gdy cumowaliśmy w porcie Lok w Giżycku zaokrętował się na naszą łajbę załogant na czterech łapach.Co ciekawe zrobił to pod nieobecność naszej ekipy. Wyobraźcie sobie nasze zdziwienie gdy wracamy z wyprawy na ląd i zastajemy na pokładzie zwinięte w kłębek takie cudo:


Najlepsze w tym mechatym żeglarzu było to, że okazał się wielkim miłośnikiem drapania za uchem i głaskania. Nie narzucał się,  zjadł z nami obiad, odpoczął, a potem zniknął tak samo nagle jak się pojawił... Chyba mignął nam jeszcze gdzieś na kei... Taki szczęśliwy znak dla żeglarzy...

P.S. Wysłałam to zdjęcie na konkurs fotograficzny organizowany przez Tawernę Korsarz (www.tawernakorsarz.pl). Miało być zdjęcie jakkolwiek związane z wodą, a do tego mam sentyment.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz