wtorek, 22 listopada 2011

W suchym doku

Zimuję jak zwykle na lądzie, na bardzo suchym i stałym lądzie, w centralnej części Polski.  Czekając na kolejny sezon żeglarski staję się stałą bywalczynią szantbudów, że się tak barwnie wyrażę, choć bardziej elegancko byłoby powiedzieć Klubów Żeglarskich, tudzież Tawern. W każdym razie w klimatycznym, żeglarskim lokalu, wraz z załogą siedzimy przy szantach i piwku. I cóż, płyną wartko „morskie opowieści”, nasze przygody są może małe, ale i tak się nimi cieszymy. Naturalnie snujemy również poważne plany na rok przyszły. Mnie się marzy katamaran, chyba w końcu uda się też zorganizować wypad na morze, a jeszcze ot tak w starym składzie chciałoby się pożeglować. Nie zapominam też o rejsie urodzinowym Przechyłów, ufam, że tradycji stanie się zadość i pożeglujemy z nimi również z okazji 6 urodzin. Takie palcem na wodzie pisane, ale przyjemne myśli. Ahoj!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz